Wegański miesiąc: Wyrzeczeń czas

SAMSUNG CSC

Dla przeciętnego zjadacza mięsa wegetarianizm od weganizmu niczym się nie różni – osoby, które tak się żywią muszą być tak samo stuknięte. Dla wegetarian weganizm to jednak coś znacznie bardziej poważnego, to wyższy poziom wtajemniczenia. To jak zostanie roślinnym rycerzem, po wieloletnim giermkowaniu opychając się jajkami i produktami mlecznymi.

Daruję sobie odpowiadanie na odwieczne pytanie domowych znawców żywienia typu „A co z białkiem??” oraz prób wyjaśniania prawd typu „człowiek musi jeść mięso”. Ja jestem zwolennikiem nie ograniczania ludzi pod żadnym względem, dlatego to co ma on na swoim talerzu i co chce jeść zostawiam jego wyborom. Większość osób nie jedzących mięsa robi to z pobudek ideologicznych, ja jednak nie jestem tego dobrym przykładem, ponieważ ponad dwadzieścia lat temu przestałem jeść mięso z powodów bardzo prozaicznych – chciałem ograniczyć spożycie tłuszczów i bardziej panować nad swoim wyglądem. Jedzenie dużej ilości warzyw, owoców i produktów zbożowych było dodatkowym bodźcem, bo przecież to jest zdrowa żywność. Nawet nie wiem kiedy te wszystkie lata minęły, a ja nigdy nie żałowałem tej decyzji. Mięso zawsze było wokół mnie, bo w rodzinie tylko ja go nie jadam, ale nie ciągnęło mnie do porzucenia wybranej drogi. Nie narzekam na zdrowie, formę lub ogólne samopoczucie (w większym stopniu jak mięsożercy) i prawdopodobnie nikt kto mnie dobrze nie zna, nie wie o moich gustach kulinarnych. W restauracjach do tej pory kiedy z Monią coś zamawiamy, to zawsze te mięsne potrawy są stawiane przede mną, czyli nie sprawiam wrażenia wychudzonego miłośnika trawy.

Monia jest za to mięsożerna i mięso lubi. Do czasu kiedy się poznaliśmy jadła mięso dość często i lubiła je w każdej postaci, a z przetworzonych najbardziej w postaci rosołu. Teraz w domu jada je głównie jako wędliny lub bardzo rzadko na obiad i zazwyczaj to ja muszę do tego ją zmuszać, kiedy trafię na ciekawy mięsny przepis. Jest taką połowiczną wegetarianką, która praktycznie jada to samo co ja, bo nie da się ukryć, że kuchnia bezmięsna jest rewelacyjna i potrafi oczarować bogactwem smaków i form. Obserwując czasami blogi kulinarne odnoszę wrażenie, że te poświęcone kuchni bezmięsnej są ciekawsze, a przynajmniej potrawy na nich opisywane wyglądają o wiele bardziej smakowicie. Ja nie mam problemu z jedzeniem mięsa przez innych, więc chyba potrafię na to spojrzeć obiektywnie. W kuchni bezmięsnej trzeba więcej pokombinować, bo nie jest tutaj tak łatwo jak z mięsem, którego ten sam kawałek można ugotować, udusić, podsmażyć, grillować, zemleć i podać jako kilka potraw. Nie jedzący mięsa teoretycznie nie mają tak łatwo, ale z drugiej strony w związku z potrzebą szukania wciąż czegoś nowego otwiera się przed nimi ocean smaków i różnorodnych produktów, które w kuchni mięsnej traktowane są przeważnie jako tło dla jej głównego bohatera. Nie twierdzę, że kuchnia mięsna jest pospolita i bez polotu, ale potrawy wegetariańskie uważam za bogatsze w smaku i po prostu za ładniejsze, a ja w dużej mierze postrzegam świat oczami i to wzrok głównie decyduje o moim jego odbiorze. Oczywiście komuś smakuje jedna kuchnia, innemu druga, a trzeci lubi coś z obu. I tak to właśnie powinno wyglądać, bo każdy powinien jeść to co lubi.

Blog Jadłonomia śledzimy od dawna i jest on obok Zieleniny jedynym polskim blogiem bezmięsnym, który zrobił na nas wrażenie. Jego autorka, Marta Dymek publikuje przepisy wprost genialne jeżeli chodzi o dobór składników, które razem tworzą świetny smak potrawy i apetycznie przy tym wyglądają na zdjęciach. Większość z nich jest prosta w wykonaniu, a to bardzo doceniam, bo lubię prostotę w kuchni. Wprawdzie obecnie bardzo popularne staje się kuchenne kombinowanie w stylu np. kuchni molekularnej, ale ja jestem zwolennikiem prostej szkoły gotowania. I za to bardzo cenię Jadłonomię, bo znajduję w niej dużo takich właśnie smakowitych przepisów, które zresztą pojawiły się w naszym wykonaniu i na naszym blogu. W zasadzie nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie fakt, że są to przepisy wegańskie, czyli całkowicie pozbawione tłuszczów i białek zwierzęcych. Najprościej to wytłumaczyć przez zabranie z kuchni wegetariańskiej wszystkich produktów mlecznych (mleko, jogurt, sery itp.), tłuszczów zwierzęcych (masło) oraz jajek. To, co po takiej operacji pozostaje w naszej spiżarni jest właśnie składnikami kuchni wegańskiej.

SAMSUNG CSC

W tym roku otrzymaliśmy wspólny prezent gwiazdkowy w postaci książki autorki Jadłonomii i wtedy wpadliśmy na ten pomysł (OK, ja wpadłem, ale Monia jest na tyle wyrozumiała dla moich wariactw, że przeważnie je realizuje), aby jeden miesiąc przeżyć na takiej właśnie diecie. Powiecie, że dla wegetarianina, to chyba nic trudnego, ale będziecie się mylić. Ja zjadam bardzo dużo jogurtów naturalnych, a do tego sporą liczbę jajek, głównie na twardo. I jeszcze masło, które dodajemy do smażenia ze względu na jego aromat. Jeżeli dodamy do tego mleko, białe serki do smarowania pieczywa oraz twaróg zwykły i wędzony, to okaże się, że jednak jest to dla nas zmiana istotna. A to tylko ja. Co ma powiedzieć Monia?

Wyzwanie czeka nas spore, ale chcemy zobaczyć z ciekawości jak wygląda taki sposób życia, bo przecież odżywianie jest w życiu człowieka bardzo ważne. Oczywiście nie traktujemy tego jako katorgi, a samych siebie jako męczenników, bo ten kto widział przepisy wegańskie, ten wie, że na brak różnorodności smaków nie będziemy narzekać. Czeka nas za to na pewno coś nowego, nie tylko jeżeli chodzi o jedzenie, ale również o organizację życia. Będziemy teraz musieli bardziej planować jadłospis i robić to z większym wyprzedzeniem, bo nawet sam proces przygotowania rano śniadania będzie przy braku serów i jajek bardziej problematyczny. Do tego posiłki w pracy, potem obiady, a na wypiekach (tak, tak wegańskie ciasta też są) skończywszy. Czeka nas niezła zabawa i coś nowego w życiu. Ale my to lubimy, więc nie możemy się już doczekać. Startujemy 12 stycznia 2015, a co z tego wyniknie opiszemy na blogu.

Tycjan

 

  • Beata Beti

    Przez półtora roku byłam na diecie wegetarianskiej i to był najlepszy czas dla mojego organizmu. Biegałam 40 km tygodniowo, poprawiła mi sie odporność, miałam zdrową i piekna cerę. Czułam, ze mogę przenosić góry. W chwili obecnej jestem na dobrej drodze, zeby znów wrócić do zdrowego odżywiania, którym niewątpliwie jest wegetarianizm.

    • http://tymczasem.in Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Zobaczymy jak nam się sprawdzi weganizm, ale jestem bardzo dobrej myśli :)

  • http://casalinga.pl/ Casalinga

    Fajny projekt! Przy odpowiednim zorganizowaniu się wszystko pójdzie łatwo ;) Czekam na przepisy na blogu – może skorzystam? :)