True Detective, a mogło być tak pięknie

True Detective

Skończył się pierwszy (będzie podobno drugi) sezon True Detective. Pisałem już wcześniej, że serial jest prawie że genialny. Przyciąga mnie w nim gra aktorska, tematyka, scenariusz. W zasadzie wszystko mnie w nim porwało i w zasadzie powinno być to dzieło idealne, ale niestety ostatni odcinek totalnie mnie nie rozczarował. [spoiler]

W True Detective śledzimy losy dwóch detektywów, próbujących rozwiązać sprawę brutalnych morderstw na tle seksualnym, w których to morderstwach brutalność miesza się z mistyką miejsc zbrodni. Cała historia dzieje się w Luizjanie, jest to chyba najbardziej przerażający dla mnie stan USA. Ciągnące się w nieskończoność moczary, bagna, zapomniane  rezydencje, a do tego fabryki i lekkie zacofanie mieszkańców. Jeżeli coś ma być tajemnicze to musi się rozgrywać tam, bo to jest idealny grunt dla wzrostu każdego dziwactwa. I taka też jest fabuła. Czasami czas płynie w niej wolno i jesteśmy zauroczeni brutalnością scen, ponieważ wyglądają one trochę jak sen, czas się ciągnie, ale my tego nie wyczuwamy i z zapartym tchem śledzimy poczynania głównych bohaterów.

A jest na co patrzeć, bo genialnie grani przez Woody’ego Harrelsona i Matthew McConaughey – Martin i Rust – to dwa bieguny podejścia do sztuki policyjnej. Martin to typowy glina ze skłonnościami do alkoholu i skoków w bok, natomiast Rust to samotnik, odszczepieniec, który „mówi o swoich myślach”. Rust to mistyk, a Martin to prosta siła. Dwa typy bohatera, które razem tworzą dobrze działający mechanizm. Jeden potrzebuje bliskości, którą zatracił, a drugi normalności, o której już dawno zapomniał. Serial warto obejrzeć dla samego oglądania tych dwóch aktorów, bo zapewne będzie to kamień milowy w ich karierze. Kiedyś teatr, potem film, a teraz seriale wyznaczają kierunek w jakim podąża kariera aktorów.

W True Detective mamy więc wszystko co powinien mieć obecnie film sensacyjny, żeby wyróżnić się wśród innych tego typu produkcji i przyciągnąć do siebie widza. I to się udało, nie tylko w moim przypadku. Z zapartym tchem oglądałem kolejne odcinki, wpatrywałem się w każdy grymas na twarzy aktorów i słuchałem jak mówią z cudownym akcentem. I wszystko było bajką do czasu ostatniego odcinka. Tutaj bańka zapatrzenia prysła.

Nie wiem co kierowało twórcami serialu, ale w tym odcinku totalnie wszystko się posypało. Znikła tajemniczość, ulotniła się finezja fabuły. Zostali na szczęście przynajmniej aktorzy i ich kunszt. Po emisji można było usłyszeć opinie znawców sztuki filmowej i zapewne brylujących swą inteligencją osobników, którzy raczyli twierdzić, że „jak nie podobał się komuś ostatni odcinek, to znaczy, że nie rozumiał filmu”. Jasne. Teraz jak widać lepiej udawać otwarte umysły i być ślepym na rzeczy oczywiste. Po co powiedzieć, że fabuła nagle się posypała, lepiej widzieć drugie dno, które jest przecież gdzieś tam ukryte pośród odnośników do popkultury. Oczywiście tak jest, a raczej tak była bardziej, tylko że w tym odcinku nic z zakręconej fabuły nie zostało. Nagle, po latach bohaterowie dodają dwa do dwóch, na podstawie małego elementu układanki, zagrzebanego pośród akt. Tajemnicza opowieść zostaje sprowadzona do okrutnej działalności umysłowo chorego osobnika, w której mistycyzmu jest tyle co kot napłakał. A na dodatek wszystko kończy się moralizatorskim monologiem i przykładem męskiej przyjaźni. OK, widać ja spodziewałem się czegoś lepszego, widziałem potencjał, który został zmarnowany, ale proszę nie wmawiajcie mi, że to co było niedopowiedziane lub po prostu nie zadziałało, było zrobione dla dobra widza, który teraz może sobie coś sam dopowiedzieć.

Kiedy oglądam film sensacyjny, zahaczający o dziwne historie czy zjawiska to chcę, żeby w takim samym klimacie się on zakończył. Nie po to jestem podpuszczany przez jego twórców do takiego konkretnego odbierania historii, żeby na końcu wszystko okazało się tylko zwykłą historią, której sam sobie dopowiedziałem fakty. Może jestem za wygodny jeżeli chodzi o wizję, może za wymagający, ale niestety do ostatniego odcinka True Detective nie potrafię się przekonać. Jeden z lepszych seriali jakie widziałem w ostatnich latach, został popsuty przez brak polotu jego autorów. Woleli sztampowe zakończenie jak z podrzędnego serialu na kablówce, niż kontynuowanie ciężkiego klimatu poprzednich odcinków.  A mogło być tak pięknie.

Tycjan

 

  • http://ciekawegry.wordpress.com/ Palladinus

    Serial dobry, a nawet bardzo, ale bez przesady z tymi zachwytami nad genialnością, bo do tego mu trochę brakuje.Moim zdaniem ostatni odcinek jest konkluzją tej otoczki budowanej przez poprzednie części i mnie osobiście się podobał, choć wielkiego szału nie było. Ale może po prostu nie zrozumiałem serialu ;)

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Aktorzy grali genialnie. Tego będę bronił i pewnie nie będę w tym osamotniony. Może właśnie odebrałeś dobrze całość, a ja się zagalopowałem z oczekiwaniami i dlatego 8 był kubłem zimnej wody na łeb ;)

  • Jakub Głazik

    Ja jak najbardziej rozumiem, że może się komuś nie podobać. Nie zamierzam wmawiać, że był super, że ktoś nie zrozumiał. Nic z tych rzeczy. Właściwie to miałem nawet nic nie pisać. Ale wtedy dotarłem do „sztampowego zakończenia”? Że jak? W „sztampowym zakończeniu” bohaterowie zginęliby, nikt by się nic nie dowiedział, tajemnica pozostałaby nierozwiązana. To jest „sztampowe zakończenie” większości tajemniczych serialów z ostatnich lat, głupią modę, którą rozpoczęli „Lost”, swego rodzaju pójście na łatwiznę, jak to określił Nic Pizzolatto ( http://popwatch.ew.com/2014/03/10/true-detective-post-mortem-creator-nic-pizzoletto-on-happy-endings-season-2-and-the-future-of-cohle-and-hart/ ). Pytanie, czy wyszło to już zupełnie inna sprawa, ale zdecydowanie nie jest to sztampowe. Zresztą – inaczej nie byłoby takich kontrowersji.

    Widzowie wyszukiwali ukryte znaczenia, szukali w Sieci informacji, analizowani film klatka po klatce. Ich bulwers wynika z tego, że zabrakło tej tajemnicy, że pozostali tylko ludzie. Przekreślono wszystkie ich starania, więc są jak płaczące małe dzieci bo zabrano zabawkę symboliki, którą bawili się przez cały sezon. I bardzo dobrze! Końcówka w przepiękny sposób pokazała „fuck you” wszystkim szufladkującym i analizującym pseudo-inteligentom. Analizować to można podręcznik od rachunku różniczkowego. FIlmy należy pochłaniać i dać się pochłonąć. :)
    Można się z tym nie zgadzać. Może się to nie podobać. Ale deprecjonować wydaje mi się, że nie wypada.

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Jeżeli od filmu oczekujesz „fuck you” naiwny widzu, to rozumiem twój punkt widzenia. Dla mnie jednak zakończenie pozostanie sztampowe i bez konsekwencji do poprzednich odcinków. Brak pomysłu, jest dla mnie brakiem pomysłu.

      • Jakub Głazik

        Haha, przecież całą ideą „fuck you” jest właśnie to, że się go nie oczekuje. :D Nie wciskaj mi więc, proszę, nie moich słów, nigdzie nie napisałem, że czegoś oczekiwałem, bo tak nie było. W połowie sezonu trafiłem (dziki Edrache zresztą) na subreddita dotyczącego serialu. Dość szybko jednakże zrezygnowałem z lektury, gdyż jest to ślepa uliczka. Po co brnąć w jakiekolwiek, a tym bardziej czyjeś interpretacje? Po co czegokolwiek oczekiwać? Z tego tylko wynikają takie historie i wpisy, jak powyżej. Bo niestety Twój nie jest unikalny. Dzisiaj z Edrache przejrzeliśmy z pół Internetu i 90% opinii jest w takim tonie. Tylko co z tego? Niewiele niestety. :)

        PS. Mimo wszystko strasznie zaskakujące dla mnie jest z jaką łatwością określasz „nie było w zakończeniu mojego pomysłu” jako „brak pomysłu”. Bo wybacz, ale inaczej odczytać tego nie można – rozczarowanie ZAWSZE jest skutkiem konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością. Zresztą – sam określiłeś, że „zagalopowałeś się z oczekiwaniami”. I co bardziej pasuje do „naiwnego widza”? :)

        • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

          Ale to JA właśnie byłem tym naiwnym widzem, który oczekiwał czegoś innego… Sorry, ale jeżeli dla ciebie przeskok z zielonych uszu do malarza domków jest głębokim przejawem dedukcji śledczej to nie mam więcej pytań. Do tego typowy świr morderca i gadki pseudofilozoficzne z poklepywaniem się po plecach. Nie wspominając, że kolesie przeżyli pomimo otrzymanych ran, zapewne dla happy endu. Co w tym takiego super? Z tego co piszesz szukałeś informacji o serialu w czasie jego trwania, potem przeszukaliście internet w kontekście opinii. Ja skupiam się tylko na filmie i mam gdzieś co piszą o kolejnych odcinkach inni ludzie – podoba mi się, to oglądam sam, nie potrzebuję wspomagaczy. Skoro film od początku zachęca widza do szukania smaczków, a jego końcówka tych smaczków jest pozbawiona, to chyba widz może się czuć rozczarowany? Serial skończył się jak zwykły serial sensacyjny nadawany do obiadu na kablówce, bez wyraźnego suspensu, którego zapewne spodziewałem się nie tylko ja, bo tak kierowano nas, widzów. Tobie to odpowiada, super jesteś w 10% wybrańców, a jednak pozostanę z przyjemnością wśród 90% rozczarowanych. Nie ma co się irytować, ze ktoś ma inne zdanie. Twoje szanuję, choć go nie pojmuję, w kontekście tego co już napisałem nieraz.

          • Jakub Głazik

            W takim razie się zrozumiałem z tym naiwnym widzem, przepraszam. :-)

            I absolutnie nie czuję się wybraniem – to nie oto chodzi…

  • Daniel Zając

    Nie bronię zakończenia, nie polemizuję z tezami wpisu za to polecam artykuł i lekturę „The King in Yellow”
    http://io9.com/the-one-literary-reference-you-must-know-to-appreciate-1523076497

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Po części też właśnie o tym mówię, bo nawiązanie do Króla w Żółci m.in. było tym co dało TD tę tajemniczość i mistycyzm. Niestety w ostatnim odcinku obdarto go z tego.
      Myślę, że dla prozy Cham­bersa dzięki TD nadeszła druga młodość :)

      • Daniel Zając

        A ja się łudzę, że w drugim sezonie inna para detektywów zajmie się resztą ekipy „milusińskich” :-)

        • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

          Z tego co czytałem, to drugi sezon ma być robiony już przez nie jednego reżysera, tylko przez różnych (każdy odcinek inny?), więc możemy spodziewać się dodatkowo wahań nastroju.