Kukliński to Jack Strong, bohater kina akcji

jack-strong

Jack Strong wylądował na naszej liście must have już po pierwszym trailerze obejrzanym bodajże przed Hobbitem. Wczoraj zrealizowaliśmy swoje postanowienie i zaopatrzeni w orzeszki oraz wodę do spłukania słonego posmaku udaliśmy się na seans. Jak się dzisiaj okazało, termin niezamierzenie wybraliśmy bardzo dobry, bo wczoraj przypadała 10 rocznica śmierci Ryszarda Kuklińskiego. Pierwsze co rzuciło się w oczy po wejściu do kina to masa ludzi i kolejki do kas, takie sytuacje obecnie w kinie to rzadkość – pomijam wszelkiego rodzaju magnesy na klasowe wycieczki w postaci polskich „superprodukcji”. Ten tłum charakteryzował się też jeszcze jedną cechą, którą dopiero po pewnym czasie uchwyciłem. Średnia wieku wynosiła jakieś 55 lat i to było naprawdę dziwne, ale nie narzekaliśmy, bo obniżaliśmy średnią. A to w naszym wieku już jest miłe.

Chyba nie trzeba pisać o czym jest Jack Strong, bo film przedstawiający historię pułkownika Kuklińskiego, od swojej premiery wywołuje kontrowersje. Może nie sam film, ale jego bohater na pewno. Jeszcze przed seansem dyskutowaliśmy z Monią nad pytaniem, które zadaje sobie pewnie każdy zainteresowany tematem „zdrajca, czy nie?” i mi przynajmniej trudno całkowicie się określić. Z jednej strony Kukliński jako żołnierz, składał przysięgę i to co zrobił, zdradzając tajemnice wojskowe amerykanom, stawia go automatycznie przed plutonem egzekucyjnym. Niby wszystko jasne i proste. Tylko, czy gdybyśmy cofnęli się w czasie i żyli w tamtych realiach, kiedy Związek Radziecki trzymał  nasze państwo za fraki i potrząsał w rytm tylko sobie znanej „pieśni o wolności”, to czy odpowiedz byłaby równie łatwa? Nie wiem co czuli wtedy ludzie chcący zrobić coś dla Polski, żyjąc w tych czasach i widząc czasami z bliska do czego nasi wschodnie władze są zdolne. Mogę sobie tylko wyobrażać ich strach, rozgoryczenie i bezradność. I właśnie w takich czasach jest ktoś taki jak Kukliński, który po części sam to zło tworzy, ale z drugiej strony zdaje sobie sprawę do czego to może doprowadzić w ostateczności. I właśnie wtedy coś w nim pęka i chce coś z tym zrobić. Zgodnie ze starą prawdą „wróg mojego wroga to mój przyjaciel” postanawia zdradzić tajemnice wojskowe ZSSR oraz Układu Warszawskiego. W takiej sytuacji trudno już jednoznacznie powiedzieć, czy jego czyny można od razu, bez zastanowienia potraktować jako zdradę.

Zapewne prawda jak zawsze leży pośrodku

i obecnie możemy tylko się domyślać jaka ona jest. Większość akt jest utajnionych i nie wiemy co wtedy się wydarzyło faktycznie. Nie potrafię odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Kukliński to polski bohater, czy amerykański szpieg – zdrajca. Nie wiem, czy sam będąc w takiej sytuacji, kochając swój kraj nie pękłbym i nie chciał złamać przysięgi złożonej armii służącej obcemu państwu. Niektórym łatwo teraz przychodzi osądzanie i zarzucanie mu zdrady, ale równocześnie część z tych osób na co dzień poszanowanie ojczyzny i honoru sprowadza do ironii i lekceważenia. Brak u nich logiki i konsekwencji, ale przyzwyczaiłem się do tego czytając wszelkiego rodzaju wpisy na blogach, FB lub komentarze. Taki kraj, taki klimat…

Sprawa Kuklińskiego jest znana od dawna i sam pamiętam, że kiedyś toczyłem o tym długie dyskusje ze swoimi przyjaciółmi na nie jednej imprezie, na której tematy polityczno-historyczne były często poruszane. Pojawiał się on w naszych rozmowach co jakiś czas i zawsze wywoływał ostrą wymiany zdań. Nigdy nie doszliśmy do porozumienia, bo miał (i ma) on tyle samo zwolenników, co przeciwników. Sądzę, że nawet jak kiedyś poznamy całą prawdę to ten podział pozostanie.  Ech, brakuje mi tych spotkań. Czasami tak zatracaliśmy się w dyskusji, że dopiero po pewnym czasie przypominaliśmy sobie w jakim celu się zebraliśmy. Na szczęście nadrabianie kolejek było bardzo dobrym sposobem na zacieranie różnicy zdań. Polityka, historia i alkohol to mieszanka wybuchowa dla każdego Polaka.

Pozostawmy jednak fakty historyczne i powróćmy do samego filmu, czyli nakręconego przez Władysława Pasikowskiego szpiegowskiego thrillera, rozgrywającego się w dawnej, zamkniętej żelazną kurtyną  Polsce.  Ten film żeby się udał  musiał nakręci tylko ten reżyser. Pasikowski ma dar opowiadania polskich historii w sposób amerykański i nie jest to w tym przypadku żadna ujma, ale właśnie komplement, którym nie można obdarzyć za dużo polskich reżyserów. Jego filmy to pozbawione dłużyzn, typowych dla polskiego kina wielkich reżyserów, ciekawie opowiedziane i pokazane historie, które przykuwają widzów do samych napisów końcowych. Jack Strong podtrzymuje dobrą passę Pasikowskiego i jest naprawdę dobrym filmem sensacyjnym. Trzyma od początku w napięciu nie tylko przez dobrze opowiedzianą historię, wykreowane postacie, ale równie  przez intrygującą muzykę. Przedstawieni bohaterowie (jak zwykle bardzo dobry Dorociński w roli głównej) nie wyglądają na wziętych z przypadku statystów, ale są z krwi i kości ludźmi żyjącymi w tamtych czasach, zarówno Polacy jak i Rosjanie. Cała scenografia, a nawet zima, o której obecnie możemy powoli tylko pomarzyć, pokazuje tamte czasy i są tłem, które uzupełnia fabularną część filmu. Pomimo, że znamy zakończenie tej historii, to są sceny, które podnoszą napięcie do granic możliwości i czasami, aż trudno uwierzyć, że to jest oparte na faktach.

Z kina wyszliśmy pod wrażeniem dobrze spędzonych kilkudziesięciu minut.

Jack Strong  jest dobrym filmem sensacyjnym, w których pułkownik Kukliński to bohater trzymającego w napięciu filmu szpiegowskiego i tak należy go dobierać. Pasikowski takiego go wykreował, żeby wpasować go w konwencję tej tematyki . To nie jest dokument i nie można tak do niego podchodzić, bo tylko odbierzemy sobie przyjemność z oglądania dobrego kina akcji, a przecież po to poszliśmy do kina. Rozmyślenia na temat zdrady i/lub patriotyzmu pułkownika zostawmy sobie na później.

Tycjan

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.noircafe.pl.

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Wczoraj widziałem, całkiem niezłe kino, w którym napięcie nie wynika z sensacyjnych scen (tych zresztą prawie nie ma), a z klimatu i przeżyć głównego bohatera. Do tego dobrze oddany klimat czasów PRL. Duży plus za brak tanich zagrywek i efekciarstwa. Ocena: 7/10.

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Tak jak pisałem, myślę, że to głownie zasługa Pasikowskiego. On czuje o co chodzi w kinie sensacyjnym i wie jak pokazać widzowi napięcie bez tanich zagrywek.