Jem to samo co ty, tylko że bez mięsa

image

Pierwszy tydzień weganizmu w naszym domu minął w tempie błyskawicznym. Niestety duża w tym zasługa pracy i pory roku. Jak się wychodzi i wraca, gdy na niebie królują szarości, to dni mijają bardzo szybko. Jesieni i zimy nie lubię właśnie z powodu braku światła. Taki klimat. No, ale nie o tym miałem napisać, a żeby być szczerym, to nawet to co przeczytacie poniżej, nie będzie tym czym miało być. Na początku chciałem podsumować minione dni od strony neowegan, ale w związku z rozmowami i komentarzami na temat naszego projektu postanowiłem napisać coś o niejedzeniu mięsa. Mam wrażenie, że niektórzy mają z tym większy problem niż ci najbardziej zainteresowani, wegetarianie/weganie.

Nie jem mięsa przez większą część mojego życia, a że nastolatkiem już nie jestem, więc okres to już długi. Mogę więc śmiało odpowiadać na wszelkie komentarze, które są wypowiadane na temat takiej diety, bo znam ją z autopsji i to od bardzo dawna.  Często słyszę, że ktoś by chętnie spróbował tak się odżywiać, ale za bardzo kocha mięso, żeby się męczyć. Nie pamiętam czy miałem podobne myśli, ale uwielbiałem flaczki, bigos z mięsem, smażonego karpia na święta, zapach kiełbaski w jajecznicy, nie pogardziłem tatarem, a sos z rolad to była kwintesencja mięsnego smaku na obiad. Wróciłem jednak któregoś lata z Zakopanego, gdzie po raz pierwszy spotkałem się z kuchnią wegetariańską, a następne Święta Bożego Narodzenia były moją przysłowiową ostatnią wieczerzą i pożegnaniem z mięsem.

Na początku było trudno, ale nie ze mną, a z moją mamą, która najpierw potraktowała to jako kolejny zwariowany pomysł swojego synka (już wtedy byłem z tego znany w rodzinie), a później musiała gotować dwa obiady. Ja wtedy jeszcze sam nie gotowałem i jakoś nie miałem do tego zacięcia. Były jakieś chwile zwątpienia, ale nigdy nie miałem takiego załamania, żeby skusić się na zjedzenie mięsa. Oczywiście zdarza mi się zjeść u kogoś w gościach wyjątkowo jakąś zupę gotowaną na mięsie, ale robię to tylko z grzeczności, bo staram się swoim wegetarianizmem nie epatować dookoła i każdego. Czasami wolę po cichu zjeść sobie ziemniaczki z surówką i mięsa nie ruszać, niż demonizować jadłospis lub specjalnie przygotowane przez gospodarzy z pietyzmem dania dla gości. Naprawdę można być taką cichą wegetą i nie głodować nawet w najbardziej mięsnym towarzystwie. Zresztą w mojej rodzinie tylko ja nie jadam mięsa i jakoś wszystkim jest z tym dobrze.

Po kilku miesiącach poświęconych na zebranie informacji na temat wegetarianizmu z dnia na dzień rzuciłem jedzenie mięsa. Nie robiłem jakichś okresów przejściowych, nie przypisywałem do tego ideologii, tylko po prostu któregoś dnia przestałem je jeść. Wszystko jest w głowie. To hasło sprawdza się zawsze i wszędzie. Nie tylko podczas treningu lub walki ze swoimi problemami, ale również w jedzeniu. Większość z nas je mięso z przyzwyczajenia, bo tak nas wychowano. Od małego jest w naszym życiu i choćby było wygotowane i maksymalnie przetworzone, to i tak jest czymś najlepszym i do tego zdrowym. Kto nie słyszał jak był mały, podczas niechcianego obiadku „musisz zjeść przynajmniej mięsko”? Jest ono w naszej kulturze traktowane jako panaceum na wszystko. Zdrowe, pożywne i niezbędne do życia. Tylko że to nie jest prawda. Jedzenie mięsa, to w większości przypadków tylko przyzwyczajenie i wygodne myślenie. Prawdopodobnie spora część  oddanych wielbicieli mięsnej kuchni jeśli przez jakiś czas musiałaby jeść dania przygotowane przez kogoś z zachowaniem wegetariańskich standardów, w końcu przestałaby za nim tęsknić, a na pewno nie tęskniłyby za nim ich organizmy. Wszystko jest w głowie.

Mam teraz ważną informację dla wszystkich wielbicieli mięsa, ze szczerym żalem patrzących na wegetarian: my nie głodujemy, nasza dieta nie jest wyrazem pokuty i samoumartwienia. W większości wypadków pewnie jemy bardziej wyszukane w smaku oraz zdrowsze potrawy niż większość z osób zachwalających właściwości mięsa i jego wyrafinowany smak. Nie jest to dla również katorga spowodowana jakimś naszym urojeniem lub dziwactwem. Przecież to samo możemy powiedzieć o was, mięsożercy. Bo co takiego przemawia za jedzeniem mięsa, co z kuchni bezmięsnej czyni coś tak dziwnego? W dawnych czasach, prosta kuchnia codzienna obywała się z reguły bez mięsa, bo nie każdego było na nie stać. A jednak na polu czy w fabryce trzeba było pracować i to jeszcze ciężej niż teraz. Jakoś ludzie obywali się wtedy bez tak obecnie chwalonego za energetyczne i wysokobiałkowe właściwości mięsa. Dlaczego teraz nagle mięso jest i musi być niezbędne w diecie? Co takiego cięższego robi dzisiaj na co dzień przeciętny człowiek? Nic. Jedzenie mięsa to przyzwyczajenie i chęć zaspokojenia własnych, niekoniecznie zdrowych zachcianek. Drodzy mięsożercy, przestańcie powoływać się na utarte, a nie zawsze potwierdzone stereotypy i popatrzcie na siebie. Zastanówcie się czy faktycznie jecie tak bardzo zdrowo i różnorodnie. Nie zaglądajcie do garnków wegetarian i nie kręćcie z niesmakiem nosem. Mnie, a pewnie i większą cześć tak jedzących, w ogóle nie interesuje co wy jecie. To, że pokazuję na naszym blogu i na zdjęciach jedzenie wegetariańskie nie jest robione w ramach walki z mięsem ani dla pozy, tylko po prostu cieszę się, że to co ugotowaliśmy jest smaczne, pachnące, a przy tym zdrowe. Nikogo nie atakuję i nie próbuję przekonywać do swoich poglądów. Traktuję jedzenie pozbawione mięsa tak samo jak wy traktujecie swoje.

Czy mięso jest tak bardzo potrzebne do życia? Po sobie i milionach innych podobnie jak ja jedzących, mogę powiedzieć, że nie. Świat bez mięsa nie trudno sobie wyobrazić, ale pozbawionego warzyw, zbóż i owoców, to już ciężko. Zresztą większość wizji przyszłości jest pozbawionych mięsa w charakterze pożywienia, ponieważ jego produkcja jest nieopłacalna i niepotrzebna człowiekowi do rozwoju. Nawet powtarzane i wzięte za prawdy niezaprzeczalne hasła, że mięso jest potrzebne dla sportowców w praktyce okazują się tylko mitami. Marcin Świerc, ultramaratończyk, specjalizujący się w górskich biegach dla prawdziwych twardzieli praktycznie nie jada mięsa, bo nie lubi i nie potrzebuje. Takich sportowców znajdziemy wielu, więc skoro oni mogą, to inni też. Wszystko sprowadza się do ustalenia właściwej diety.

Jedzenie mięsa jest elementem naszej kultury, której chcąc nie chcąc jesteśmy częścią. Dodatkowo za gloryfikację mięsa odpowiedzialne jest też lenistwo, które w nas siedzi. Pamiętam jak wpadało się do domu i łapało w rękę kawałek kiełbasy lub parówkę oraz jak trzeba było przygotować obiad na szybko i na stole lądował wtedy schabowy z ziemniakami. Kiedy nie jesz mięsa, to czasami tak szybko czegoś sobie nie przygotujesz. Oczywiście trochę generalizuję na potrzeby tego tekstu, ale codzienna kuchnia mięsna jest mniej skomplikowana. Monia w naszym domu czasem jada mięso, więc nie jestem tylko teoretykiem.

Teraz wegetarianizm wygląda inaczej i dziś bardzo dużo osób wybiera taką formę odżywiania. Kiedyś do takiej diety podchodziło się z rezerwą, a czasami wręcz negatywnie. Wegetarianie uważani byli za dziwaków odżywiających się niezgodnie z naturą człowieka. Obecnie stało się to czymś powszednim, a nawet modą. Może jest to prawda, podobnie jak z uważanym przez niektórych za modę bieganiem, ale skoro takie bycie trendy jest zdrowe, to nie należy tego krytykować i z tego drwić. Potrzeba nam więcej takich pozerów w tym naszym zasiedziałym i opływającym w tłuste przekąski świecie.

Wegetarianizm zmienił się również zauważalnie od sztuki kulinarnej i teraz uważa się, że łatwiej prowadzić taką kuchnię. Może kiedyś faktycznie nie było egzotycznych warzyw i owoców, trudniej było zdobyć dziwne przyprawy, ale warzywa, owoce i zboża były takie same jak obecnie.  Co się w takim razie zmieniło? To Internet, z całym swoim socialmedialnym tłem, jest w dużej mierze odpowiedzialny za ten bum. Zatarł on geograficzne granice dzielące ludzi o podobnych poglądach, a wymiana informacji, również tych kulinarnych, jest obecnie czymś oczywistym. Bez przemawiających do wyobraźni zdjęć, uzdolnionych i twórczych blogerów tworzących bezmięsne przepisy, dzisiejsi wegetarianie wciąż byliby marginesem, a jedyną potrawą na jaką można by było liczyć w restauracji, byłyby wciąż naleśniki ze szpinakiem albo pierogi ze stałym zdziwieniem obsługi: -Tylko proszę mi nie dawać skwarek.  - Słucham??!!

Tycjan

SAMSUNG CSC

Wykorzystane w nagłówku zdjęcie pochodzi z serwisu: http://finda.photo

  • http://ciekawegry.wordpress.com/ Palladinus

    Dobra, przekonałeś mnie – jesteś normalny. ;)

    • http://tymczasem.in Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Miałem nadzieję, że Twoje wcześniejsze insynuacje i wątpliwości, to tylko żarty. A tu proszę… ;)