I po co tu martwić się przeszłością?

tumblr_msueahiDaZ1st5lhmo1_1280

Słuchając ostatnio, pięknego skądinąd wykonania, piosenki Natalii Niemen zacząłem się zastanawiać ile tracimy w życiu przyjemności nim do pewnych rzeczy dorośniemy. Nie rozumiemy ich i przez to wydają się nam one głupie, brzydkie, odpychające lub nudne. Ogólnie reagujemy na nie negatywnie i jak najprędzej je od siebie odpychamy.

Jak słyszycie, maniera śpiewania Natalii bardzo przypomina sposób w jaki śpiewał jej ojciec i pewnie taki też był tego zamiar. Kiedy byłem młody i zbuntowany, śpiew Czesława Niemena, mnie drażnił i nie potrafiłem przesłuchać z przyjemnością w całości żadnego jego albumu. Dopiero z czasem zrozumiałem jakim genialnym głosem on dysponuje i jak śpiewa. Zresztą jeżeli jesteśmy przy muzyce, to podobnie dorosłem do jazzu, który teraz jest dla mnie kwintesencją muzyki, a kiedyś kakofonią dźwięków. Nie jestem żadnym jego znawcą czy też fanatykiem słuchania tylko tego gatunku, ale to tylko jazz potrafi wywołać u mnie uczucie zrozumienia czym naprawdę może być muzyka i ile potrafi wywołać emocji podczas słuchania.

Zresztą nie tylko do muzyki musiałem dorosnąć. Podobnie było z literaturą i np. z lekturami, które na siłę wpychali mi poloniści podczas kolejnych etapów edukacji. W tamtym czasie czytanie takich Dziadów było dla mnie katorgą i jakakolwiek próba głębszego zastanowienia się nad nimi kończyła się rzuceniem książki w kąt i zakuciem „ogólnie przyjętej interpretacji dzieła wieszcza narodu”. Dopiero z czasem odczytałem przesłanie Dziadów i faktycznie zrozumiałem co Mickiewicz chciał przekazać.

Nawet wydawałoby się przyswajalne zawsze komiksy nie uniknęły mojego ówczesnego sposobu odbierania pewnej stylistyki. Wspomniane ostatnio komiksy Baranowskiego, długo leżały na półce i czekały na swój czas. Jasne przeczytałem je, w kilku miejscach się uśmiechnąłem półgębkiem, ale szybko odłożyłem bez żalu i zabrałem się za śmieszne i proste (nie jest to zarzut) przygody Kajka i Kokosza lub Tytusa. Dopiero z czasem pokochałem ironiczne i przewrotne poczucie humoru Baranowskiego i jego mistrzowskie nawiązania do klasyki popkultury.

Takich przykładów z literatury, muzyki lub innych dziedzin życia było wiele – nawet nie ominęło to sportu i mojej ulubionej dziś F1. Teraz zastanawiam się, czy faktycznie muszę się tym martwić, że dopiero dużo później poznałem te przyjemności?

Mówi się, że to młodzi ludzie są spragnieni poznawania świata oraz jego smaków, bo wszystko jest dla nich nowe i spowite aurą tajemniczości ich odkrywania. Ja jednak dostrzegam zależność, że dopiero z wiekiem zaczynamy w pełni doceniać takie odkrycia i zatrzymujemy się przy nich dłużej lub wręcz z nimi zostajemy. Mam wrażenie, że młodzi nie doceniają do końca tego z czym się stykają, bo szkoda im tracić czasu na głębszą analizę. Czas jest dla nich tylko jednym z wielu elementów spowalniających odkrycia upragnionej przyszłości. Dopiero z wiekiem zaczynamy doceniać czym jest teraźniejszość oraz co nam daje i że warto się przy niej zatrzymać. Pojmujemy, że nie wszystko co nas na pierwszy rzut oka razi, trzeba od razu odrzucać. Młodzi ludzie mają ten komfort, że mogą się nawrócić i naprawić swoje błędy, ale pozostali nie mają już tej szansy.

To moje podejście wydaje się na pozór smutne i mało optymistyczne, ale jest wprost przeciwnie. Coraz bardziej podoba mi się bycie koneserem tej życiowej kuchni. Lubię odkrywać jej nowe smaki i zatrzymywać się dłużej w poszukiwaniu ich pełnego bukietu. W dodatku ta nuta ostateczności, która sprawia, że musimy coś zrobić, bo później może nie będzie na to już szans, daje mocnego kopa. Mnie takie ekstremalne przeżywanie każdego dnia, bardzo odpowiada. Nie dość, że napędza do działania, to jeszcze często nagradza jakimś odkryciem. I po co tu martwić się przeszłością?

Tycjan

  • http://casalinga.pl/ Casalinga

    Ja się też nie martwię ;) I mam podobnie – do pewnych rzeczy trzeba czasu, trzeba dojrzeć. Do miłości i związków przede wszystkim. Choć wszystkim się wydaje, że są tacy dorośli kiedy mają po 20 lat ;)

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Znowu pięknie napisane (po wpisie na blogu Agnieszki) :-)