F1, moje sportowe emocje

IMG_4288

Sezon F1 2014 możemy uznać za rozpoczęty. Zaczęły się sportowe emocje, które na kilka miesięcy przyciągną mnie do monitora. Z tym oglądaniem to do ostatniej chwili nie było wiadomo czy się uda. Polsat, który od kilku lat transmituje F1 w Polsce do ostatniego dnia  trzymał nas w niepewności. Do wczoraj nie wiedzieliśmy czy będzie można oglądać w polskiej TV bezpośrednie transmisje. Na szczęście nie zostaliśmy zmuszeni do szukania innych sposobów na folgowanie przyjemnościom i dzisiejszego ranka, po odpaleniu odtwarzacza Ipla mogłem zobaczyć legalnie pierwsze w tym roku kwalifikacje.

Wierzę, że F1 można nie lubić, ale to wszystko wynika z tego, że przeważnie nic się nie wie o mechanizmach jakimi rządzi się ten sport. Wtedy faktycznie grand prix to oglądanie jeżdżących w kółko samochodów. Jednak jak już wejdziemy w ten świat, to zaczniemy dostrzegać piękno tego sportu, gdzie nowoczesna technologia jest ujarzmiana rękami genialnych kierowców.  Można zapewne spierać się godzinami co jest ważniejsze, samochód, kierowcy, czy też ogumienie, ale ja odbieram to jako całość i w takiej formie  F1 smakuje mi najbardziej. Śledzę informację dotyczące jej przez cały rok, emocjonuję się transferami kierowców, zmianami w samochodach i polityką zespołów. Tutaj wszystko ma swój wpływ na przyjemność płynącą z oglądania wyścigów i emocje jakich się przy tym doświadcza. A za tym wszystkim stoją setki milionów euro, które to wszystko napędzają i robią z F1 najdroższy spektakl rywalizacji człowieka i technologii. Sam wyścig to godziny emocji, które zapewne rozumieją jedynie inni fani. Ja oglądam tylko ten rodzaj sportu, więc wszystkie emocje związane z tego typu aktywnością przelewam tutaj.

Jestem bardzo wdzięczny swojemu przyjacielowi Czesiowi, że mnie w to wkręcił. Jeszcze przed występami Kubicy, tłumaczył mi wszystkie zawiłości regulaminów, technologii, opowiadał zdarzenia z historii F1. To było jak odkrywanie innego świata. Opadła kurtyna i oglądanie wyścigu nie było już śledzeniem jak dotychczas jeżdżących w kółko panów, ale stało się obserwowaniem toczącej się tam zaciekłej walki nie tylko kierowców, ale również całych zespołów. Dzięki bracie za otworzenie oczu :)

Ten rok pod względem zmian jest prawdopodobnie najbardziej przełomowy w historii F1, nie tylko jeżeli chodzi o zmiany konstrukcyjne, ale również i regulamin wyścigów. Wszystko po to, żeby nie tylko wprowadzić nowoczesne, oszczędniejsze technologie, ale również uatrakcyjnić samo widowisko. Na to ostatnie mogliśmy czasami ponarzekać rok temu, bo oglądanie prawie przez cały czas w czołówce magicznego samochodu Red Bulla, a w nim Sebastiana Vettela stawało się nużące. Gdybym mu jeszcze kibicował, to bym to mógł przełknąć, ale tak to tylko mogłem dyplomatycznie uznawać jego wielki talent. Bo z czego się cieszyć jak Hamilton nie wygrywa, no z czego? Tak, to jest mój faworyt od dawna. Uwielbiam jego agresywny i bezkompromisowy styl jazdy, przez niektórych uważany za niebezpieczny. Mam gdzieś gadanie o bezpieczeństwie w przypadku takiego sportu jak wyścigi F1. Kierowcy nie po to biorą taką kasę, żeby potem na torze odpuszczać i nie wykorzystywać mocy swoich samochodów. Hamilton rozumie w czym rzecz i nie odpuszcza do końca, czasami go to gubi, ale bez ryzyka i walki niczego się nie osiągnie. Hamilton to fighter, którego czasami oślepia chęć wygranej, ale walczy i to w nim cenię.

Już dzisiaj, na pierwszych eliminacjach nie tylko było widać, ale również było słychać wprowadzone zmiany. Nowe silniki  mają zupełnie inny dźwięk i trochę ciężko mi się do tego przyzwyczaić. Nie ma już takiego ryku jak kiedyś i teraz jest on taki bardziej głuchy. A wszystko to za sprawą nowych silników, które w tym roku mają mniejszą pojemność, ale teoretycznie ich moc się nie zmieni, bo do F1 powróciło turbo. Skrzynia biegów też dostała zastrzyk w postaci ósmego biegu, a znany z poprzednich lat KERS został zastąpiony przez bardziej wydajny system ERS, który tym razem odzyskuje energię nie kinetyczną, ale cieplną wytwarzaną przez turbo. Samochody mają również inny wygląd, który został podyktowany zmianami regulaminowymi.

Zmiany regulaminu oprócz m.in. wprowadzenia stałych numerów kierowców (1 zawsze dla aktualnego mistrza), punktów karnych, zmian w karnym przesuwaniu zawodników do tyłu, innych czasów części kwalifikacji, wprowadziły jedną zasadniczą nowość, która ma kazać kierowcom ścigać się do ostatniego wyścigu. Ma na to wypłynąć podwójna punktacja ostatniego grand prix – zwycięzca będzie mógł zdobyć aż 50 pkt. Poniżej film, który pokazuje co dokładnie się zmieniło w tym roku.

Nie tylko jednak zmian konstrukcyjnych  i regulaminowe możemy spodziewać się w tym sezonie. Już po pierwszych kwalifikacjach widać, że poznajemy od innej strony samych kierowców. Bolid stał się cięższy, jego aerodynamika zmniejszyła się o 20%, czyli prowadzi się go gorzej, a do tego dochodzi wyższa temperatura w kokpicie ze względu na baterie i sporo nowej elektroniki. Kierowcy będą musieli teraz dać z siebie jeszcze więcej niż dotychczas, bo samochody wydają się narowiste i widać, że kierowanie nimi jest trudniejsze niż w roku ubiegłym.

Zapowiada się piękny sezon i liczę, że skończą się czasy męczącej dominacji jednego zespołu i kierowcy. Już dzisiaj mieliśmy tego przedsmak, gdy do trzeciej części eliminacji nie przeszli trzej mistrzowie świata – obecny Sebastian Vettel (Red Bull), Kimi Räikkönen (Ferrari) i Jenson Button (McLaren). A co najważniejsze, Hamilton wygrał… a imię jego 44.

Tycjan

 

Grafika nagłówka pochodzi ze strony: http://www.f1fanatic.co.uk.

  • http://hexstudioapps.com/ Marcin Krupiński

    Jak przeczytałem o podwójnym punktowaniu w ostatnim wyścigu złapałem się za głowę. Rozumiem, że mechanizmy „dogoń lidera” są fajne jak się gra w planszówki z „casualami”, żeby ich gracze nie rozjechali. Ale taka zasada w zawodowych wyścigach? Totalna bzdura – może prowadzić do kolejnych wypaczeń, że będzie opłacało się odpuścić 2-3 wyścigi pod koniec, szykując się na ostatnie grand prix – i gdzie wtedy będą te emocje ze ścigania się do samego końca?

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Nie emocjonuję się tym, bo to trochę jak zabieranie głosu na temat braku śniegu w zimie 2014/2015. Poczekamy, zobaczymy. Jak wprowadzili zakaz tankowania to też była to głupia, obdzierające z emocji zasada. I co? Wszystko działa bardzo fajnie i chyba już nikt nie pamięta tego. Nauczony właśnie na tym (sam wtedy pukałem się w głowę) poczekam do listopada.

      • http://hexstudioapps.com/ Marcin Krupiński

        Ok, tankowanie, opony, silniki itp. to wszystko są elementy ściśle związanie z samochodami, F1. Ale taka zasada oburza mojego wewnętrznego designera – to tak jakby w Age of Steam w ostatniej turze dostawy były liczone x2 . Może przesadzam i ten jeden wyścig nie będzie miał wpływu, ale jeżeli nie będzie miał wpłyu to po co wprowadzać. A jeżeli ma mieć wpływ to jest to do kitu, bo zespół który przez cały sezon będzie sobie dobrze radził i będzie miał niewielkie prowadzenie, nagle może przegrać pierwsze miejsce, bo nie wyjdzie mu jeden wyścig. A chyba w takim pucharze chodzi o to, żeby oceniać po całości sezonu?