Bieganie to walka z samym sobą. Tylko i aż tyle

SAMSUNG CSC

Niektórzy się dziwią kiedy na pytanie co mi się podoba w chodzeniu po górach odpowiadam, że wysiłek, pot i siłowanie się o każdy metr z górą, którą zdobywam. Może to mało romantyczne, ale ja tak odbieram góry. Na początku właśnie jako  walkę z samym sobą i z naturą. Dopiero potem są piękne widoki i relaks. Podobnie mam z bieganiem i tego nie ukrywam.

Praktycznie biegam od roku i myślę, że gdyby zrobić wywiad środowiskowy z moimi dawnymi nauczycielami WF to raczej żaden by w to nie uwierzył. W tamtych czasach nienawidziłem biegania. Rok temu zacząłem biegać z powodu kontuzji ręki i niestety po nadgarstku przyszedł bark i to bieganie już mnie tak przy sobie trzyma. Nie powiem, tęsknię za wysiłkiem na siłowni i rowerze, ale zrobiłem wszystko, żeby mój pęd do pokonywania własnych słabości skupić teraz tylko na bieganiu. Tak muszę się realizować, więc robię co mogę, aby poczuć się sportowo spełnionym.

Samo bieganie nie jest ciekawe, jest wręcz nudne i tylko to uczucie po przebiegnięciu wyznaczonego odcinka czasu,  pobicie rekordu jest cudowne i z nawiązką rekompensuje monotonny czas trwania biegu. Nie wiem czy nie uprawiam teraz herezji, ale bieganie samo w sobie mnie nie pociąga. Nie interesuje mnie za bardzo zdrowie lub samo ruszanie się. Za to uwielbiam w bieganiu tę czystą rywalizację z samym sobą. Ja potrzebuję świadomości pokonywania każdego metra na własnych nogach na przekór zmęczeniu i bólowi.

Zapewne nie osiągnę cudownych wyników (mój rekord to bieganie na odcinku półmaratonu – najlepszy czas 1:55:29), ponieważ nie mam cierpliwości do wszelkiego rodzaju specjalistycznych planów treningowych. Dla mnie liczy się tylko wysiłek związany z przebiegnięciem tego, co sam sobie  wyznaczę, w czasie który mnie zadowoli. Trochę obdzieram bieganie z piękna, ale nic sobie z tego nie robię, bo w końcu każdy biega dla siebie.

Bieganie to najłatwiejszy sport na świecie, a zarazem najtrudniejszy – prawie każdy może zacząć biegać, trudnością jest jednak samo zaczęcie, a później kontynuowanie. Jeszcze zanim zaczniesz biegać już musisz stoczyć z sobą bitwę o wyruszenie w trasę, bo tutaj nie ma wymówki, że nie ma słońca, że zimno, czy że coś pada z nieba – wyznaczone kilometry trzeba wybiegać. Za te ciągłe sparingi z samym sobą doceniam ten sport i lubię biegać, więc biegam.

Tycjan

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Mam kilka mysli komentarza, ale na komorce bym sie zameczyl z pisaniem. Ja ksie dorwe wieczorem do kompa, to napisze :-)

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Obiecałem, więc odpisuję. Nie zgodzę się, że bieganie samo w sobie jest nudne. Jeśli tylko biegamy w terenie, a nie na bieżni, to jest 100 razy bardziej ciekawe niż męczenie się na bieżni w siłowni, czy robienie 3 razy 10 powtórzeń ciężarkiem na biceps :-) Jeśli do tego dobierzemy sobie ciekawą trasę, to już sam bieg ma urok fajnego spaceru, tylko w szybszym tempie, więc nie zdążymy się otoczeniem znudzić. Oczywiście bieganie nie jest tak fascynujące jak gry zespołowe, ale przez szybkie poruszanie się w terenie plus walka ze sobą o utrzymanie założonego tempa lub osiągnięcie danego dystansu są już dla mnie wystarczająco ciekawym doświadczeniem. Ponadto bieganie ma dla mnie trochę medytacyjny charakter. Zostawiam wszystkie obowiązki zawodowe i rodzinne, mam chwilę wolności tylko dla siebie, płynę sobie przez wieczorne miasto (często biegam wieczorami), spuszczam myśli ze smyczy, czasem wracają z nowymi, dobrymi pomysłami. Mijam ludzi idących z zakupami, jadących w samochodach, autobusach, tramwajach, widzę ich zmęczenie… a ja czuję się wolnym i szczęśliwym. Jak sobie jeszcze dorzucę fajną muzykę na uszy, to mogę zupełnie w tym transie biegowo-medytacyjno-muzycznym osiągnąć stan nirwany ;-) Nie bez znaczenia jest też wymiar fizyczny. Poczucie, że całe ciało pracuje, że się fajnie męczę, że mam energię biec dalej… coś fantastycznego. Potem wracam do domu, dotleniony, z oczyszczoną głową, przyjemnie zmęczony i jednocześnie pełen energii. Czuję, że żyję :-) Tym bardziej ubolewam, że teraz nie bardzo mogę biegać.Ale niedługo będę mógł. Tak musi być.

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      Ja muszę zmieniać trasy i to często bo inaczej ciężej mi się biega. Jedynie te krótkie (7 km) odcinki mam identyczne bo to do szybkiego przebiegnięcia lub do rozbiegania, dlatego nie ma sensu kombinować. Są one też w miarę „przejezdne” więc w razie jakiś złych warunków atmosferycznych spokojnie po chodnikach je przebiegnę. Do do medytacji to u mnie jest zupełnie inaczej, ja nie potrafię się oderwać od codzienny spraw i jak mi coś siedzi w głowie (np. jakiś problem w programie) to nie potrafię zostawić, wstać i pobiec. Dlatego też czasami biegam tak późno :) Ze słuchaniem to jest u mnie różnie, ale im więcej biegam tym mniej chcę czegoś słuchać bo wolę skupić się na organizmie (oddychanie, postawa). I u mnie fajnie spisują się audiobooki. To jedyna możliwość posłuchania reportaży, felietonów, których nie lubię czyta, a chciałbym poznać – nie próbuj zrozumieć, sam tego nie potrafię ;) W jednym się zgadzamy, czyli z życiowym zmęczeniem. Jak to mówił mój trener „to zdrowy ból” :)

  • Marek Wysocki

    Mirek fajny tekst, masz już dwie specjalizacje super. Ja biegam, choć podobie jak Ty nigdy bym nie przypuszczał, że będe i żaden ze znajomych i tym bardziej nauczycieli nie postawiłby na mni złamanego grosza. Biegam sam wieczorami dzięki temu i wizualnie i mentalnie odcinam się na kilka kilometrów, na godzine i mam czas przeanalizować, przemyśleć mnóstwo spraw życia codziennego, a w tle a może przede wszystkim walczę z samym sobą i niestety z wynikami. Mam silną grupę wsparcia NR Płock i to oni są kołem napędowym i motywacyjnym w bieganiu.

  • http://projektantembyc.znadplanszy.pl/ Artur Konefał

    W bieganiu niestety najpiękniejszy jest sprint :). Kiedy stopniowo się rozpędzasz, by po chwili zacząć biec ze swoją maksymalną prędkością. Każdy mięsień pracuje, uczucie prędkości i siły. Niestety gdyż sprintem długo człowiek nie pobiegnie, a wiek mu nie służy. Trzeba więc próbować truchtać ;)

    • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

      To trochę masochistyczne wyznania, ale coś w tym jest. Dobry sprint boli strasznie, ale satysfakcja jest ogromna jak widzisz, że ze sprintu na sprint jest coraz lepiej :)

      • http://projektantembyc.znadplanszy.pl/ Artur Konefał

        To chyba odwrotnie :). Masochistycznie jest chyba bardziej biegnięcie kilkanaście kilometrów pilnując oddechu, postawy, tempa, określając trasy, wybierając odpowiednie obuwie i pierdylion innych rzeczy. W sprincie masz wszystko w pigułce. Nie ma chyba innej aktywności fizycznej angażującej tyle mięśni jednocześnie, a kop endorfinowy jest ogromny.

        Zresztą największym masochizmem są chyba interwały, czyli połączenie obu stylów biegania :).

        • http://miroslawgucwa.znadplanszy.pl/ Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

          Nieeee, długie trasy pokazują prawdziwe oblicze biegania :) Wizualizacja trasy z rozłożeniem sił, a potem te ostatnie metry, kiedy wiesz, że to już koniec…. w samych sprintach nie ma na to czasu.
          Interwały to killery, nie ma co gadać. Organizm szaleje bo nie może się przyzwyczaić – jest już blisko, a tu pach! I musi robić co innego.

  • kola213

    Zastanawiam się czy korzystanie z bieżni elektrycznej daje to samo co klasyczny jogging?

    http://www.marbo-sport.pl/pol_m_Sprzet-Cardio_Bieznie-1023.html