Bardzo romantyczna Neuroshima Hex! czyli życie znad planszy

Był rok 2007 kiedy zostałam zindoktrynowana. Zaczęło się niewinnie, kilka spacerów, telefonów, a potem bum, Neuroshima Hex!  I granie do 3 nad ranem po kilka partii jedna za drugą… Trzeba przyznać, że to raczej oryginalny sposób na podryw, ale jak widać, dość skuteczny.  Szybko przyszły następne gry, ale Neuroshima została z nami jako ta pierwsza, najważniejsza gra…  Mamy wiele wspomnień i wiele tylko naszych haseł związanych z różnymi grami, ale to Neuroshimę darzymy największym sentymentem.  

Teraz, po tych kilku latach, zmieniło się tak wiele, że nikt by się nawet nie spodziewał. Tycjan, który z pełnym zaangażowaniem pokazywał mi archiwalne (wtedy jeszcze całkiem świeże) numery Świata Gier Planszowych zdążył być w międzyczasie jego redaktorem naczelnym. Ja, totalny laik, którego wiedza o planszówkach zaczęła się i skończyła na Eurobiznesie patrzyłam trochę przerażona, zarówno na szarobure wydanie ŚGP, jak i na poziom ekscytacji Tycjana, ale jak człowiek zakochany to nie takie dziwactwa zniesie…. Z innych ciekawych wspomnień ze wspólnego przeglądania ŚGP, przypominam sobie jak mówiłam, że to niemożliwe, żeby ktoś się nazywał Ignacy Trzewiczek. Że to pseudonim i żart taki. Mój poziom ignorancji sięgnął wtedy zenitu, a jeśli ktoś by mi wtedy powiedział, że z Trzewikami się kilka lat później zaprzyjaźnimy to raczej bym nie uwierzyła..

Sama nie wiem kiedy to się stało, że gry zapuściły korzenie w naszym życiu. Może wtedy, kiedy pierwszy raz pojechaliśmy na Gratislavię? Tak z ciekawości, tylko zobaczyć… I zaskoczyła nas fantastyczna atmosfera, ludzie, kiedyś znani tylko jako nicki  z forum (i to jedynie Tycjanowi, bo ja nawet o forum nie wiedziałam) nagle stali się realni i bardzo fajni. I szybko zatęskniliśmy znowu za tym klimatem. I tak zaczęliśmy jeździć na konwenty. Na początku grało się dużo, zachłannie i łapczywie, byle więcej… Z czasem jednak na konwentach mniej było grania, a coraz więcej gadania i radości ze spotkania.  A znajomi stali się przyjaciółmi.

I tak sobie to trwało, było wesoło, chodziliśmy na spotkania, konwenty, graliśmy po domach… Pan Tycjan powoli był zasysany w geekowski świat. Pewnego dnia okazało się, że został redaktorem największego serwisu o planszówkach w Polsce, czyli GamesFanatic. Niedługo później, jeszcze bardziej nagle, się okazało, że jest redaktorem naczelnym Świata Gier Planszowych (dla niewtajemniczonych – jedyne wtedy jeszcze papierowe wydawnictwo poświęcone grom). I wtedy już na serio zaczęłam być o planszówki zazdrosna. To z nimi zarywał noce, to o nich ciągle mówił, to o nich ciągle rozmawiał przez telefon.  Jak żyć? Wtedy chyba już przeczuwałam, że z tej drogi nie ma odwrotu… Wkroczyłeś na ścieżkę geeka. Od teraz myślisz, czujesz i zachowujesz się jak geek.  Masz obowiązek choć raz w życiu odbyć pielgrzymkę do Essen. Amen.

Życie geeka dla geeka jest zupełnie naturalne. Ale dla nie-geeka już mniej.  Ja, owszem, bardzo lubię grać, ale do geeka to chyba mi daleko. Nie proszę o gry na urodziny, nie przeczesuję serwisów w poszukiwaniu informacji o nowościach, nie zaglądam codziennie do sklepów celem sprawdzenia co nowego i w jakiej cenie… Geek to najwyraźniej kocha, a ja jestem wygodna i przychodzę na gotowe. Geek codziennie podsyła mi jakieś nowe znalezisko z adnotacją „ciekawe, co?/musimy to mieć/trzeba spróbować/itp.” A ja jestem tym głosem rozsądku, który odpowiada „mamy w co grać/jeszcze nie odpaliliśmy ostatniego zakupu/na pewno to chcemy?/itp.” i choć nie jest to wdzięczna funkcja, to dzięki temu żyjemy we względnej równowadze, a nasze mieszkanie nie jest przysypane grami. Nie wiem czy inni geekowie też przynoszą swoim drugim połowom gry do łóżka, ale mój geek tak robi. Zdarza się, że kiedy zasypiam przynosi jakąś małą gierkę z nieśmiertelnym tekstem „pykniemy?”. Można przywyknąć. Pamiętam też, jak kiedyś o 6 rano w Nowym Sączu, gdzie byliśmy na festiwalu gier (skądinąd rewelacyjny wyjazd, kto był z nami ten wie) obudził mnie słowami „grasz?”. I co miałam zrobić? Grałam :)

A gdzieś tam, w dalekiej Warszawie żyje inny taki geek. Ma pewnie inne zwyczaje, inne upodobania, ale z moim geekiem dzielą wspólną pasję. I ta pasja sprawiła, że dokładnie rok temu z czeluści Internetu wyłoniła się platforma blogowa ZnadPlanszy.pl, do której zaczęli ściągać inni geekowie, którzy kochają gry i lubią o nich pisać. I jest ich już 31. A poza tym cała masa innych atrakcji. I bardzo życzę chłopakom, żeby te liczby rosły. Żeby pojawiali się nowi autorzy, żeby liczba czytelników rosła, żeby rosła liczba nowych gier i żeby przy tym wszystkim  było jak najwięcej czasu na przyjemności, te związane z grami i te zupełnie z innej półki.

To pisałam ja, Jarząbek, czyli dumna kobieta mężczyzny, który zawsze szuka sposobów, a nie powodów.

  • http://hexstudioapps.com/ Marcin Krupiński

    Dzięki… więcej nie napiszę bo mnie coś ściska w gardle ;)

  • http://casalinga.pl/ Casalinga

    Przybij piątkę! ;) Dobrze, że chociaż my – ich nie geekowe połówki – mamy coś z tych planszówek: mnóstwo przyjaźni, kupę świetnych wyjazdów, świetni ludzie, których w życiu bym nie poznała gdyby nie planszówki! ;)

  • http://tymczasem.in Mirosław ‚Tycjan’ Gucwa

    Dziękuję Kochanie :)

    • http://www.tymczasem.in Moni Q.

      :)

  • Pingback: Info | Pierwsze urodziny ZnadPlanszy.pl ZnadPlanszy.pl()

  • Bea

    Fajnie się czyta!

    • http://www.tymczasem.in Moni Q.

      Dziękuję :)

  • Pomalowana na niebiesko

    No ale ty jesteś bryteekiem ;-) Więc się uzupełniacie. ;-)

    Może w końcu doczekamy się brytkowego zlotu.

    • http://www.tymczasem.in Moni Q.

      Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma… tralalala :)