Autorytet między wariatami

Autorytet-miedzy-wariatami

Ci, którzy mnie znają trochę bardziej wiedzą, że jestem czasami upartym osłem, którego trudno przekonać do zmiany swoich osądów, sposobu myślenia lub zwyczajnie na świecie, któremu trudno bez nerwów przejść obok jakichś spraw. Wiem, że czasami trudno zrozumieć moje poglądy, a choleryczne wybuchy potrafi chyba tylko ze spokojem znieść Monia. Sam praktycznie wykułem swoją życiową ideologię i z racji, że odczuwam wewnętrzny przymus sprzeciwiania się wszystkim narzucanym mi ideologiom, z którymi się stykam, wyrosłem na osobę, która wciąż próbuje się czemuś przeciwstawiać. Czasami są to sprawy ważne i wtedy ciężko mi nie przyznać racji, ale w większości przypadków jest to źle ukierunkowana i zmarnowaną energia. To co mnie denerwuje i wzbudza emocje przeważnie po zastanowieniu okazuje się niewarte nawet zatrzymania na tym na chwilę wzroku. Z wiekiem zaczynam rozumieć, że ciągła próba nawracania świata i otaczających mnie osób to tak naprawdę niepotrzebne wybuchy negatywnych emocji, które bardziej szkodzą niż pomagają.

Właściwie pewnie bym tego nigdy nie napisał, gdyby przedwczoraj nie ukazał się kolejny felieton Marcina Mellera. Ja przez całe życie starałem się nie wybierać sobie żadnych autorytetów lub osób, które będą mi wskazywały jak mam myśleć lub jak postępować. Byłem i pewnie, nie oszukujmy się, wciąż w jakimś stopniu jestem na tyle pewny swego osądu, że nie zależy mi na czyimś przewodnictwie. Wszystko by było nadal proste, gdyby nie Playboy. Tak, nie dziwcie się. To właśnie dzięki niemu poznałem Marcina Melera i jego sposób postrzegania spraw, które jego i nas otaczają. Wstęp redaktora naczelnego to był tekst, który musiałem poznać od razu po kupnie magazynu. Kilka akapitów, które potrafiły pokazać wprost prawdy, które są na wyciągnięcie ręki, a które wciąż nam uciekają przez komplikowanie sobie życia nieważnymi problemami. Meller odszedł z Playboya, a ja zaprzestałem kupowania magazynu.

I nagle premiera Gaumardżos! Świetnie napisanej książki, która ponownie pokazała mi tym razem jak wygląda życie w Gruzji, jak żyją ludzie, którzy pomimo nie zawsze lekkiego życia, potrafią się nim cieszyć. Historie o tym, co Gruzja dała zarówno Marcinowi Mellerowi, jak i jego żonie – Ani. Opowiadania, które pokazywały czym jest przyjaźń, rodzina, wspólna zabawa i dzielenie się życiem i szczęściem nie tylko z bliskimi, ale również z przyjaciółmi. Napisałem wtedy na jego Facebooku, że powinien dostać honorowe obywatelstwo gruzińskie, bo tyle dobrego dla nich zrobił. Ale zrobił również dla mnie. To wtedy zacząłem o nim myśleć jak o bardziej doświadczonym kumplu, który sporo przeżył i nauczył się na czym polega szczęśliwe życie oraz co potrafi nam w nim umknąć.

Od tego czasu czytam jego wszystkie felietony i naprawdę ciężko mi się z nim nie zgadzać, czytając co napisał, czasami zatrzymuję się i ponownie weryfikuję swój punkt widzenia na tematy, które poruszył. Często łapię się przy tym, że się z nim zgadzam i zmieniam swoje myślenie. Może wam się to wydawać śmieszne, ale dla mnie to coś ważnego i zupełnie nowego. Ktoś kto nie zna mnie oraz  mojego sposobu odbierania otoczenia, prowadzi ze mną dialog i w dodatku potrafi otworzyć mi oczy i łatwo przekonać, że myślę źle lub zwyczajnie nie lokuję energii tam gdzie powinienem.

Ostatnie, dłuższe spotkanie z Marcinem Mellerem jeszcze bardziej przekonało mnie do ważności jego tekstów w moim życiu. Biegając słuchałem jego ostatniej książki Między wariatami, opowieści terenowo-przygodowe. Jest to zbiór reportaży, które napisał on w ciągu swojego dotychczasowego reporterskiego życia. Poznajemy losy Chorwatów i Serbów, czujemy strach spowodowany świszczącymi obok niego kulami, koszmar wojny, jego młodzieńcze lata, dumę i oddanie kibiców Legii, zło złej ideologii i internowania oraz jak wyglądała i wygląda Polska odbierana  jego oczyma. Dostajemy tutaj pakiet myśli i uczuć, które pokazują człowieka, który wie jak ma wyglądać szczęśliwe życie i wie jak o nie walczyć. Nie ma chyba człowieka, który nie chciałby być szczęśliwy, więc ten przepis na życie jest czymś, co każdy z nas potrzebuje. Ponownie pojawia się przyjaźń i rodzina, miłość do wolności, zdrowe podejście do historii, którą trzeba pamiętać, ale nie nie może ona nam przesłaniać teraźniejszości, a do tego chęć pomagania tym, którzy tego potrzebują. Nie chodzi tu tylko o te najbliższe nam osoby, ale również te nam nieznane, ale też tego potrzebujące. Skoro nam się żyje dobrze, to dlaczego innym należy tego odmawiać.

Nie wiem jaki Meller jest na co dzień, ale to jak pisze i o czym pisze nie raz pozwoliło mi inaczej spojrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość. Zobaczyłem, że są rzeczy ważniejsze niż małe „wnerwiacze” i dla nich nie warto tracić zdrowia, a trzeba skupić się na tym co jest tego warte i co potrzebuje naszej uwagi. Czy jest to miłość, przyjaźń, wolność, czy zwykłe codzienne przyjemności.  Obok nas toczy się życie i tylko zdrowe podejście do jego elementów, nauczy nas jak je docenić.

Tak jak napisałem wcześniej, traktuję go jako swojego przyjaciela, który kierując się zdrowym rozsądkiem, pisze do mnie listy/felietony i pokazuje mi co jest ważne i na czym warto się skupić w codziennym życiu. Otwiera mi oczy na ludzkie krzywdy i wytyka to, co należy usunąć z naszego otoczenia dla dobra nas wszystkich. Wątpię, że chce być czyimś przewodnikiem, ale potrafi w prostych słowach napisać to, co innym czasami umyka w ich staraniu nawrócenia innych. Nie mówi tego językiem ubranym w sztywne moralizatorskie szaty, ale jak ktoś kogo znamy od dawna, jak zwyczajny człowiek ze swoimi wadami i zaletami, jak każdy z nas. Kupuję jego pomysł na życie i czy tego chcę, czy nie Marcin Meller jest moim suflerem rzeczywistości.

Nigdy nie chciałem mieć wzorców, bo uważałem się na to za mądry, a tu proszę, taka odmiana. Czy tego potrzebuję? Ta wciąż istniejąca zarozumiała część mnie mówi „nie”, ale moi bliscy, otoczenie mówią zdecydowanie „tak”.

Tycjan

 

Zdjęcia w nagłówku pochodzi ze strony: www.polskatimes.pl.

  • Agnieszka Krupińska

    Świetne! Żywię podobne ciepłe uczucia dla Marcina Mellera :)