3 + 1 = 4

Kilka refleksji na temat relacji międzyludzkich

Jak wiadomo, ludzie od zarania dziejów dążą zarówno do zapełnienia Ziemi swoim potomstwem, jak i do tego, by wyrżnąć w pień swoich przeciwników. Są to dążenia dość naturalne, jednakowoż to drugie jest karalne.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego przeszkadza nam, że ktoś ośmiela się mieć inne zdanie albo działać w sposób inny niż byśmy tego oczekiwali? Nie jestem psychologiem, ba, nawet nie za bardzo interesują mnie   psychologiczne rozważania, więc mogę jedynie przedstawić mój osobisty, skażony subiektywizmem punkt widzenia.

Zostałam wychowana w domu o dużej tolerancji. I to tolerancji nie tylko w sprawach typowo zapalnych, ale każda inność znajdowała u nas ciepłe schronienie. Nikt mi nie tłumaczył, że dany człowiek jest dobry „mimo że….”. Nie musiał, po prostu to było oczywiste, że innych ludzi się nie kategoryzuje oraz że się ich nie nienawidzi za to, że są inni i że nie nienawidzi się synów za grzechy ojców, co akurat w naszym kraju jest dość popularnym zjawiskiem. Czasem mam wrażenie, że jako osoba nie nienawidząca jestem odbierana jako osoba bez poglądów. Bo przecież jak się ma poglądy to trzeba kogoś nienawidzić. Żyda, Ukraińca, Rosjanina, Niemca, geja, katolika, ateistę, sąsiada…*

*niepotrzebne skreślić

 Moja racja jest najmojsza

Lubię myśleć, że 4 to nie tylko efekt dodania 2+2. To również 3+1 albo 4×1. To obrazuje pewne podejście do życia. Ziemniaki można obierać różnymi technikami. Buty można zasznurować  na co najmniej 10 sposobów, a jednak będą solidnie zasznurowane. Życie można sobie organizować również różnymi metodami i jeśli tylko dojdziemy do założonego celu to nikt nie powinien mieć powodów, by nas krytykować. Każdy z nas lubi myśleć, że ma rację. Raczej niewielu przyzna, że idzie przez życie po omacku. Oczywiście, są jednostki, które wyraźnie potrzebują przewodnika, ale tacy ludzie zazwyczaj kończą w sektach lub w objęciach nałogów. Dlaczego zatem mamy prawo założyć, że to nasza racja jest jedyną słuszną drogą? Jeśli by się oprzeć o niezachwiane przekonanie o swojej nieomylności to sytuacja robi się patowa, ponieważ druga strona zazwyczaj czuje podobnie. Efekt? Kłótnia. A przecież 4 to nie tylko 2+2…

Saint Anger

Jesteśmy różni, inaczej reagujemy, inaczej odczuwamy emocje, inny mamy próg wrażliwości na różne rzeczy. Ogień i woda. Woda i powietrze. Żywioły się wzajemnie uzupełniają, żaden z nich nie jest ważniejszy, lepszy, bardziej pomocny lub bardziej destrukcyjny. I ogień wodzie nie wypomina, że jest taka mokra i się z naczynia wylewa…. Tak jest też z ludźmi, wszyscy gdzieś się równoważymy, ktoś wie więcej, ktoś wie mniej, za to zna się na czym innym. Szanujmy to. Nie niszczmy innych za to, że nie są nami. Wszyscy uwalniamy emocje, to naturalne, że krzyczymy, płaczemy, może nawet rzucamy talerzami. Nie u każdego oczywiście złość przebiega tak widowiskowo jak u choleryka. Ja na przykład nie umiem okazać gniewu, nie złoszczę się, raczej przeżywam wewnętrznie, co w czasie kłótni zupełnie nie działa na moją korzyść. Po prostu wyglądam na winną wszystkich stawianych mi zarzutów, kiedy w środku wszystko się we mnie gotuje!  Ale czy to świadczy o mojej winie?

Jak każdy, znam ludzi, którzy mnie denerwują, ba, nawet najbliżsi doprowadzają mnie czasem do szału, ale czy warto tracić czas i energię na to, by się na coś wściekać? Keep calm and carry on :)

MoniQ