10 najważniejszych książek w moim życiu

20140913_105457

Do wyzwań wodnych nie mam przekonania, ale co do książek to sprawa jest oczywista. Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Były, są i będą ze mną zawsze. Ludzie, którzy nie czytają książek dużo tracą, bo naprawdę trzeba mieć wielkie szczęście w życiu, żeby móc przeżyć wszystko co można poczuć dzięki książkom. Dziękuję Piotrkowi i Irkowi za nominację, bo traktuję to jako szczególne wyróżnienie, zwłaszcza dzisiaj, kiedy czytanie (o zgrozo!) nie jest już tak popularne. Ciężko wybrać tylko te dziesięć najlepszych, ale postaram się przynajmniej wypisać te „milowe”.

1 . „Pan Samochodzik i Templariusze”. To jest tytuł, który otworzył cały wór książek przygodowych z tamtego okresu. Chyba całość przygód Pana Samochodzika (Zbigniew Nienacki), Tomka Wilmowskiego (Alfred Szklarski) oraz książki Karola Maya.

2. „Sposób na Alcybiadesa” to znowu książka, dzięki której poznałem powieści autorstwa Edmunda Niziurskiego. Może dziwne, że tak wysoko stawiam książki młodzieżowe, ale one praktycznie mnie wychowały i chyba właśnie dzięki nim jestem tym kim jestem teraz.

3. „H.M.S. Ulisses” (Alistair MacLean) – to jest pierwsza książka sensacyjna jaką przeczytałem, a w dodatku pożyczona od mojej ulubionej nauczycielki, wychowawczyni, a teraz przyjaciółki Ani. Od tego tytułu zaczęła się moja przygoda z dalszymi powieściami MacLeana, Fredericka Forsytha, Roberta Ludluma, Toma Clancy’ego. Masa nieprzespanych nocy z syndromem „jeszcze tylko jeden rozdział”.

4. „Silmarillion” – bez tego tytułu cała trylogia J.R.R. Tolkiena nie ma sensu. Piękna książka, napisana cudownym językiem. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, że to wszystko wymyślił jeden człowiek. Kiedyś słyszałem jak Tolkien czyta coś po elficku i ta śpiewna mowa idealnie nadaje się do opowiadań zawartych w tej książce. Początkującym (są tacy?) fanom prozy Tolkiena polecam zdecydowanie.

5. „Boso, ale w ostrogach” to pierwsza z książek jakie przeczytałem Stanisława Grzesiuka. Twarde realia ulicy, honor i „proste” prawdy o życiu. Pełen leksykon uczuć, gdzie znajdziemy humor, ale też momenty wzruszające niczym najlepszy melodramat z dawnych czasów.

6. „Czarna Kampania” autorstwa Glena Cooka, to mój prawdziwy początek fascynacji fantasy i fantastyką już tak naprawdę. Czytałem takie książki, ale nie były one dla mnie jakoś mocno wciągające jako gatunek. Od Czarnej Kompanii zacząłem pochłaniać wszystko, co wpadało w moje ręce. Dowiedziałem się też jaki typ bohaterów lubię najbardziej – ironicznych outsiderów, którzy mają własne zdanie, nie zawsze zgodne z resztą świata.

7. „Boże igrzysko” (Norman Davies). Jest to tytuł – reprezentant książek związanych z historią Polski, którą kocham jako moją Ojczyznę i jest to dla mnie uczucie szczególnie ważne. Dzisiaj w Polsce za takie słowa można być oskarżonym o nacjonalizm, ale ja mam to gdzieś. Kiedyś czytałem dużo na temat historii Polski i przeżywałem to na równi z książkami przygodowymi. Historię, a zwłaszcza swojego kraju, trzeba znać, bo to podstawa zrozumienia chyba wszystkiego. Czasami może ona być „kajdanami” dla zmian, przyszłości, ale pomimo wszystko znać ją trzeba.

8. „Inny Świat” (Gustaw Herling-Grudziński). Jak to teraz napisałem, to aż mnie przeszły ciarki. Lektura szkolna, która mną wstrząsnęła, ale z tego co pamiętam nie tylko mnie i w klasie bardzo długo o niej mówiliśmy, a lekcje polskiego zamieniały się w sale dyskusyjne. Czytanie to walka z emocjami, bo naprawdę trudno spokojnie czytać o losach autora w sowieckich łagrach i nie zadawać sobie pytania, dlaczego człowiek może robić takie rzeczy drugiemu człowiekowi.

9. „Samsara” pierwsza książka jaką przeczytałem Tomka Michniewicza. Za literaturą podróżniczą do tej pory nie przepadałem, ale Samsara mnie oczarowała. Kolejne jego książki wprost połknąłem i cały czas jestem na głodzie. Cenię autora za jego podejście do życia oraz do spraw i wydarzeń, z którymi  spotyka się w czasie podróży. Bardzo lubię jego sposób narracji, bo faktycznie czuję jakbym patrzył jego oczyma. Tym bardziej, że mam wrażenie, że podobnie odbierałbym to co on widzi, bo podobnie jak on nie traktuję podróżowania jako okazji do podziwiania pięknych widoczków z pocztówek dla turystów, ale lubię poznawać rzeczywistość, w której się znalazłem.

10. „Wyjście z cienia”. Aż wstyd się przyznać, ale książki Janusza Zajdla poznałem stosunkowo niedawno. Bardzo żałuję, bo czytane w czasach kiedy powstały musiały robić jeszcze bardziej piorunujący efekt. Cenzura w tamtych czasach musiała z lekceważeniem traktować książki fantastyczne, bo naprawdę ciężko było się nie domyślić, że autor prawie zawsze piętnuje komunizm i stara się pokazać jego głupotę, przemoc i zło płynące z tej wypaczonej formy społecznego współistnienia.

Jest tego dużo więcej, ale jak miało być dziesięć, to jest. Ten wybór okazał się bardzo przyjemnym powrotem do przeszłości, który potwierdził moje myślenie o książkach. Na wyciągnięcie ręki masz wszystko co daje świat i wystarczy tylko czytać.

Tycjan