Wiesz co jesz, czyli karma

Dziś do domu zawitał pierwszy worek kociej karmy: 4 kg suchego prowiantu, który nasza kotka je obecnie u Kasi, rosnąc zdrowo i wesoło. Żeby jej niepotrzebnie nie stresować – wystarczy, że będzie sama (obecnie ma 5 kotów do towarzystwa) w nowym domu – kupiliśmy ten sam rodzaj, czyli Royal Canin Kitten 36.

Oczywiście z karmą też nie jest łatwo dla takich laików jak my jeżeli chodzi o koty. Do tej pory wiedziałem,  że jest karma mokra i sucha, a dostrzegając reklamy jakie atakują nas ze wszystkich stron uważałem, że najlepszą, najbardziej topową i pożądaną karmą dla kotów jest Whiskas lub Kitekat. Dodatkowo myślałem, że jest ona bardzo droga i tylko dla wybranych kotów, a tym samym ich właścicieli z zasobnymi portfelami. Jak już się przyzwyczailiśmy w ramach poznawania kociego świata, rzeczywistość jest zupełnie inna :}

Karma typu Whiskas/Kitekat jest opakowana w kolorowe i zachęcające pudełka lub puszki, pełena uśmiechniętych i najedzonych koteczków, reklamy zachęcają nas do dawania naszym kotom co najlepsze, a nawet „nasz kot kupowałby Whiskas”. Ale jak poczytamy sobie skład (pamiętajcie o czytaniu składu kupowanych produktów również dla ludzi!) to okaże się, że cała wspaniałość tych karm to tylko wytwór copywriterów i firm reklamowych. Puszki z karmą mokrą wypełnione na reklamach, plakatach wspaniałym mięskiem to tak naprawdę 4% nie wiadomo jakiego pochodzenia mięsa i czy to faktycznie mięso, a nie mielone odpady mięsne to też nie wiadomo do końca. A i cena ich po porównaniu z lepszymi karmami nie jest wcale wysoka.

Oczywiście są również marki cenione (nie tylko jeżeli chodzi o ich skład), które z jednej strony są bardzo chwalone i polecane, ale zdarzają się również głosy krytyczne, zarzucające ich producentom duże nakłady na reklamę, kosztem jakości lub stwierdzające „kiedyś była lepsza, ale teraz…”. Jednak ta grupa karm (np. właśnie Royal Canin) w porównaniu do Whiskasów/Kitekatów to ambrozja, pomimo różnych typów głosów na jej temat. Hodowcy sobie ją chwalą, koty jedzą z chęcią i są zdrowe, a przy tym zadowolone.

To jednak nie wszystko o karmach. Wyżej wymienione karmy to tak zwane karmy „zbożowe”, które oprócz mięsa w swoim składzie posiadają również zboża jako wypełniacze lub składniki scalające karmę. Jak łatwo się domyślić są również karmy „bezzbożowe”, które posiadają nawet 80% mięsa (np. Power of Nature), a są one polecane kotom ponieważ jak wiadomo kot to drapieżnik i jego organizm nie jest przyzwyczajony do szybkiego i łatwego trawienia pokarmów zbożowych. Oczywiście taki pokarm zostanie w końcu strawiony i wchłonięty, ale nie dzieje się to tak szybko jak w przypadku samego mięsa.

Na razie, tak jak napisałem wcześniej, Khaleesi nie chcemy stresować i będziemy jej dawać pokarm Royal Canin, ale w przyszłości chcemy ją karmić karmami bezzbożowymi. Ja sam jestem wegetarianinem i wiem co znaczy właściwy pokarm i możliwość jego wyboru, więc jeżeli kotek będzie chciał jeść mięsne karmy i będzie mu to służyło to nie ma sensu napychać go niepotrzebnymi składnikami.

Temat karmy nie jest łatwy. Zapewne część uważa nas po przeczytaniu tego za jakichś już „nawiedzonych kociarzy”, ale czy dbanie o zdrowie domownika nie jest ważne? Kotek to przecież jeden z domowników i tak samo jak my chce dobrze zjeść. Polak głodny to zły, kot też taki może przecież być więc lepiej dmuchać na zimne :)

Na koniec w ramach ciekawostek to jak się dowiedzieliśmy są karmy dla kotów chorych na cukrzycę, z kłopotami z nerkami i układem moczowym, z wrażliwym żołądkiem oraz oczywiście dietetyczne. Do tego minerały, suplementy witaminowe, na odkłaczanie, do higieny zębów…