Pierwsza noc: Kto się bawi, ten się bawi…

Nie powiem  żebym był rześki i wypoczęty ;) Przez prawie całą noc „namawiałem” Khaleesi do niewkręcania się do naszego łóżka  Ona to chyba traktowała jako bardzo dobrą zabawę bo za każdym razem, gdy delikatnie odstawiałem ją na podłogę lub parapet (ma tam eleganckie posłanie) ona po chwili wracała do nas. W między czasie robiąc rundkę zaczepno-rozpoznawczą po domu. O godz. 1:00 udało się jej mnie skłonić od zabawy i tak gdzieś po pół godzinie zasnęła sobie na kanapie, na górnym oparciu. Łudząc się, że to koniec tej nocy poszedłem spać (Monia spała w najlepsze cały czas :) ) Jakże płonne to były marzenia. Po około godzinie wyspany kotek postanowił dalej namawiać mnie do zabawy, w znany sobie sposób, czyli skokami do łóżka. No cóż, na silną wolę to ja nie narzekam więc ponownie około 3 zabraliśmy się do zabawy. Już standardowo po jakimś czasie ponownie zasnęła  tym razem na oparciu bocznym kanapy, a ja powlokłem się do łóżka. Pomimo wszystko kotek potrafi swoim zachowaniem i kuleczkowatym wyglądem bardzo zrekompensować człowiekowi ten brak snu, a oglądanie jak się myje tymi grubaśnymi łapkami jest mega słodkie.

Wieczorem i na początku w nocy, kilka razy „zapłakała”. Po wyjściu Kasi zmarkotniała też troszkę, chociaż wcześniej bawiła się i zwiedzała nowy dom dosyć w dobrym nastroju i z zainteresowaniem. Potem chyba brakowało jej głosu swojej wcześniejszej „mamy” i może dlatego posmutniała. Teraz wydaje się, że już nas zaakceptowała i nie ma kłopotu z byciem obok nas. Wspólna zabawa – wędka z piórkiem rządzi – czyni cuda.

Nad ranem ulokowała się obok nas i smacznie zasnęła. Teraz śpi z Monią, a ja już nie mam sumienia jej budzić i tym się od niej różnię ;)

Nocne obserwacje